PIĘKNO

PIĘKNO

Idea i natura piękna zgłębiane były niejednokrotnie przez umysły tęgie i dusze delikatne. Napisano – o pięknie – dzieł bardzo wiele. Raz były one wzniosłe i „natchnione”, innym znów razem ponure i ze śmiertelną wręcz graniczące powagą. Nadal jednak nasza wiedza o pięknie porównywalna jest z tą jaką swego czasu posiedli waśniący się w sporze o to, czy na jednej główce szpilki siedzi setka równo czy też więcej diabłów z piekła rodem.

Piękno – rozpięte w duszach ludzkich między rogami jelenia a fantasmagoriami Ryszarda Stryjca – odmian ma, barw i znaczeń tyle, ilu chętnych do prób określania czym też ono jest. Bez względu jednak na to, czym jest faktycznie, trudno oprzeć się wrażeniu, że nasz stosunek do piękna określa nie co innego, jak głęboka i szczera za nim tęsknota.

I tak prawdziwi mężczyźni tęsknią za płcią piękną właśnie. Tęsknota owa uwikłana jest jednak w mity, gusła i przesądy. Także w mit rodzimy o kobiecie pięknej lecz pustej. Zgodnie z nim każda, ładna kobieta nie ma prawa grzeszyć żadnymi już innymi przymiotami poza urodą. Stąd też wiadomo, że jak kobieta mądra jest, to i szpetna zarazem być musi.

Mit ów korzeniami swymi tkwi w czasach, kiedy to płeć piękna zajmowała się przede wszystkim fasonami kapeluszy, a płeć brzydka zgłębianiem tajników przyrody i studiowaniem filozoficznych traktatów. Anachronizm mitu kobiety pięknej lecz pustej wypełnił się współcześnie po dwakroć: przede wszystkim ze wzglądu na niewątpliwe walory intelektualne znanych nam, a pięknych kobiet, a po wtóre ze względu na obowiązujące u nas aktualnie snobizmy, wśród których snobowanie się na intelektualną głębię jest wśród płci brzydkiej ewenementem. Mężczyźni nastawiają się bardziej na pogłębianie walorów małpio – manualnych oraz na utrwalanie w sobie zwierzęcej zaradności i sprytu dokumentowanych posiadaniem wszystkiego „więcej”, „lepiej”, a już z całą pewnością „drożej”. Przy powszechnym panowaniu mody na tego typu snobizm trudno doprawdy o wskazanie męskiego punktu odniesienia dla ewentualnej kobiecej pustki. Wszak pustka z pustką jest nieporównywalna, choć – kiedy się już połączy – może być szczęśliwa. Mit o kobiecej pustce nie jest bynajmniej jedynym, jakiemu mężczyźni zwykli ulegać. Wystarczy choćby wspomnieć o przekonaniu głoszącym, że z ładnej miski się nie najesz. W sentencji tej zawarta jest, choć wprost nie wypowiedziana (bo nie wypada), dyrektywa określająca zasady wyboru miski na cale życie. Otóż, w myli tego nakazu, w życiu należy mieć dwie miski: jedną w domu – nie za ładną, nie za brzydką, tak aby się z niej sympatycznie jadło, ale też innym do jedzenia z tej właśnie specjalna ochota nie przychodziła. Druga – poza domem być winna. Na jej temat podzielone są zdania: jedni twierdzą, że należy ją mieć od własnego domu daleko, druga natomiast, że blisko. Zbyt blisko nie jest chyba bezpiecznie, o czym zdecydowanie przekonuje przygoda pana, który znalazł ową miskę nawet w tej samej klatce schodowej, kilka tylko pięter wyżej i przez zapomnienie wrócił do swego mieszkania „z delegacji” – w laczkach i z pustym kubełkiem na śmieci oraz jakżesz gorzką refleksją, że chyba jednak pomylił piętra i odruchowo wylądował tam, gdzie miał zamiar powrócić dopiero następnego dnia rano.

Pragnienie piękna i tęsknota za nim skłania ludzi do czynów heroicznych bądź do prac mozolnych, wymagających wręcz benedyktyńskiej cierpliwości. W dążeniu tym nie bacząc na środowiskowe opóźnienia oraz indywidualne zacofanie niektórzy każą sobie łby strzyc na długiego jeżyka i farbować na róż, zieleń, purpurę lub intensywny granat. Inni znów zbierają latami całymi kawałeczki lusterek. Chcąc mieć wyjątkowo piękny dom oklejają go tymi odruchami zwierciadeł. Powstały w ten sposób dom o lustrzanych ścianach nie jest, co prawda, zbyt wierną kopią marzeń Żeromskiego o szklanych domach, ale jest przecież śmiałą próbą wejścia w posiadanie czegoś równie pięknego, co cieszyłoby oczy bynajmniej nie samego tylko właściciela.

Ziszczając swe marzenia o pięknych rzeczach, rzucają się niczym sępy, na bajecznie opakowane erefenowskie „Corn-flakesy”, choć obok polskie leżą – tańsze i smaczniejsze lecz w opakowaniach nijakich, wypłowiałych, smętnych.

Wszak piękno niejedno ma imię, niejeden kształt i charakter. Żyjąc w codzienności wypełnionej zastępczymi etykietami, opakowanej w szary, gruby i chropowaty papier, przyzwyczajeni do monotonnej szarości zachowaliśmy mimo wszystko tęsknotę za pięknem i nieodpartą chęć obcowania z nim.

A że każdy inaczej piękno to pojmuje…

No cóż. Byt może jest to skuteczny sposób na to, aby piękno nie podzieliło losu naszego mięsa, masła i innych, reglamentowanych dóbr.

Dziennik Bałtycki, 218 (12153) 14 września 1984

Tadeusz Wojewódzki

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.