NOS

NOS

W Sevres pod Paryżem spoczywa wzorzec metra. Można więc własny “centymetr” porównać z tym wzorcem i dalej mierzyć do woli. Metr jest przecież uznany u nas za oficjalną i legalną jednostkę miary. Znacznie powszechniejszy jest jednak w użyciu nie jakiś tam metr czy centymetr lecz… nos. Wszak nos właśnie jest u nas miarą i skalą niejednego problemu, niejednej sprawy czy zagadnienia.

Długość nosa – szczególnie własnego – miarą bywa długości naszego na świat spoj­rzenia. Długość taka – do samego akurat czubka nosa – zapewnia obcowanie z rze­czywistością niejako nos w nos. Będąc zaś z nią na taką odległość rychło spostrzegamy, że nic nie jest proste, że wokół nas te same są tylko problemy. Mydło wyprodukować – problem, nici – problem, nocnik – też pro­blem. Nie ma więc już w nas specjalistów od produkcji mydlą czy nici, są natomiast znawcy problemu nici czy szarego mydlą (lub szamponu, którego po raz któryś tam z kolei znów brakuje). Toteż problemów przybywa nam wciąż nowych i nowych. Siedzą więc ludzie z problemami na głowach, i myślą, jak tu innym problemy te przeka­zać, pokazać, naświetlić tak, żeby zrozumieli całą ich zdolność, cały ten splot warunków, uwarunkowali i okoliczności, żeby zobaczyli na własne oczy, jak wiele się robi, aby je rozwiązać, jak intensywnie myśli się nad tym, by je wreszcie z życia naszego usunąć. Tu i ówdzie daje się słyszeć krytyczne glosy, że to niby u nas za dużo się dyskutuje, a za mało pracuje. Że tylko same u nas nara­dy, odprawy, zebrania, posiedzenia, konfe­rencje. Jeśli jednak na rzecz całą spojrzeć nie z pozycji specjalisty od produkcji tych nici, czy mydła ale znawcy problemu my­dła, to oczywistym się stanie, że problemu mydła nie można rozwiązać w hali produk­cyjnej lecz właśnie sali konferencyjnej. Więc się konferuje.

Ludzie widząc, jak ciężko jest cokolwiek ruszyć, pchnąć na właściwą drogę, rozkręcić z sensem i pożytkiem dla ogółu skłonni by­wają do posądzania innych o złą wolę, złośliwość, nieżyczliwość i wiele jeszcze równie złych rzeczy. Kiedy więc dostają w skle­pach ziemniaki każdy innej odmiany, pół jadalnych, część zgniłych, a resztę, pastew­nych, kiedy mleko pachnie im śledziem, a śledź benzyną, to klnąc głośno i w duchu przeklinając, myślą sobie, że jest nad nimi jakaś siła nieczysta, mocna, niepojęta, która niszczy to, co dobre, wskrzesza to, co złe, bałagani tam, gdzie uporządkowane. W rze­czy zaś samej stoi za tym wszystkim nos. Z odległości bowiem jednego nosa widzi się wszystko oddzielnie: krowę i mleko, jajko i kurą, wodą i rybą. Raz chce się mieć wię­cej jaj i jednocześnie mniej kur, to znów mniej mleka i więcej krów, albo też więcej wody ze spuszczonych stawów i więcej w przyszłym roku ryb. Zawsze i wszystkiego jest więc za mało albo za dużo. Klęska uro­dzaju przemienia się w klęskę niedoboru. I na odwrót.

Z odległości jednego nosa – choćby to był nawet najdłuższy ze wszystkich nosów – widzi się przede wszystkim czubek wła­snego nosa i to tylko, co aktualnie jest; nig­dy zaś nie widzi się tego, co działo się przed chwilą, a tym bardziej tego, co może się wydarzyć. Z tej odległości widać, jak na dło­ni, że historia najbardziej lubi się powta­rzać, że głupi głupim jest zarówno przed, jak i po szkodzie. I takie spojrzenie uważa się za najlepsze, boć zasadza się ono na per­spektywie własnego nosa, a ta gwarancją jest prawdy i słuszności. Nic też dziwnego, że oprócz tych dwóch prawd o historii i o głupim prawie że nie ma już takich, na któ­re wszyscy zgadzaliby się uważając je za wspólne i swoje zarazem. Zdań bowiem tyle jest, ile nosów, a nosów tyle, co ludzi wie­dzących, najlepiej co dobre jest i dla kogo. Własny nos a dokładniej sam czubek jego decyduje o tym, że ich posiadacze zajęci są bardziej przekonywaniem pozostałych o two­jej racji, niż czymkolwiek innym.

Nos jest także miarą wartości człowieka. Można przecież mieć głowę na karku, olej w głowie, tytuły i fakultety i nie zajść ani za wysoko, ani daleko. Wiele spośród tych ocen zastąpić się daje z powodzeniem jedną zaletą – posiadaniem nosa. Kto go ma, ten dobrze wie kiedy, co i komu powiedzieć, gdzie pójść, co widzieć i co pamiętać. Posia­dacz owego nosa cieszy się dobrą u przeło­żonych opinią i ma przed sobą świetlane perspektywy.

Widać więc czarno na białym, że nos od­grywa w naszym życiu rolę znacznie waż­niejszą niż metr. Skoro metr ma swój włas­ny wzorzec i to umieszczony w tak bardzo od nas odległym miejscu, warto chyba po­myśleć nad tym, czy nie można by tak u nas, gdzieś pod Warszawą umieścić wzorca naszego, rodzimego nosa. Pomnika nie pro­ponuję, bo któż u nas zwykł przymierzać się do postaci tkwiących na cokole. Co in­nego z wzorcami. Ludzie chętnie by się i poprzymierzali, ale wzorców brak. Niechże ten nos dobrym będzie – w ich tworzeniu – początkiem.

Dziennik Bałtycki, 230 (12165) 28 września 1984

Tadeusz Wojewódzki

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.